Następny dzień wyglądał zupełnie tak jak wczorajszy,
przedwczorajszy, ten przed nim i reszta z poprzedniego tygodnia. Studia na ogół
polegały na rutynie. Tym bardziej, że prawdziwie uczyć się trzeba było tylko
dwa razy w roku.
Po skończonych zajęciach udałem się do tej samej kawiarni co
ostatnio. Zamówiłem sobie kawę, jedną z tych słabszych i zacząłem przeglądać
notatki. Było w nich coś co mnie niedawno zaintrygowało, tylko nie mogłem sobie
do końca przypomnieć co.
Mój umysł nie pracował dzisiaj na najwyższych obrotach, nie
bardzo chciało mi się cokolwiek robić, a jednak gdzieś w głębi mnie siedziała
ta cicha motywacja. Czasami się zdarza, że musimy coś zrobić, ale nam się nie
chce. Wiemy, że tego i tak nie zrobimy, ale nie możemy przestać siedzieć przed
biurkiem, bo goni nas sumienie. Właśnie to mnie dzisiaj spotkało, nie miałem
takiego problemu od lat.
Wypiłem kawę, pozbierałem notatki i wyszedłem. Nie miałem
celu, nie bardzo chciałem wracać do domu, wiedziałem, że nie będę miał tam nic
do roboty.
- Aiden?! Kopę lat!
Odwróciłem się za siebie. Czarne włosy, ciemne okulary,
skórzana kurtka, biała bluzka, jeansy. Znam tylko jednego gościa, który
preferuje ten styl ubierania się.
- Tyler! Co ty tu robisz?
Facet poznany przeze mnie na pierwszych studiach. Wyjechał
za granicę od razu po skończeniu kierunku. Miał niewiele gorsze wyniki ode
mnie. Nazywali go szatanem psychologii – jeśli chodziło o teorię, na początku
zawalał, natomiast w praktyce… Raz spojrzał ci w oczy i już znał twoją
historię. Rozpoznawał zachowanie, mowę ciała, wszystko od razu, jakbyśmy sami
podawali mu to na tacy.
Swego czasu pomagałem mu nadrabiać z teorią, do dzisiaj mi
się nie odwdzięczył, ale wisi mi to.
- Wróciłem, wróciłem do rodziny.
- Do rodziny? – spytałem prześmiewco
- No dobra, znalazłem pracę. Lepszą, bardziej opłacalną, do
tego tu na miejscu. Nie mogłem odmówić. A ty? Nie wyniosłeś się z naszego
starego, kochanego domu?
- Wyobraź sobie, że dalej studiuję.
- Oblałeś ten drugi kierunek?
Oboje się zaśmialiśmy. Najlepsze żarty na studiach, z
którymi się spotykałem, polegały na tym, że ktoś na głos powiedział, że coś
oblałem.
- Trzeci. Wziąłem się za reżyserię.
- Niespełnione marzenie?
- Można tak powiedzieć. Robisz coś? Pójdziemy na piwko? –
spytałem
Tyler bez problemu się zgodził i już po chwili byliśmy w
barze, który odwiedzaliśmy parę lat temu. Chłopak w ogóle się nie zmienił. Był
zupełnie tak samo zabawny i pewny siebie. Dogadywaliśmy się tak jak wtedy, to
znaczy bardzo dobrze.
Wypiliśmy po jednym piwie, potem wypiliśmy kolejne i nawet
nie zauważyłem, kiedy wybiła północ. Byłem kompletnie pijany, Tyler nie
wyglądał ani trochę lepiej. W środku miasta miałem auto i praktycznie zero szans
na dojście do domu bez czyjejś pomocy.
Z baru wyszliśmy koło pierwszej, Tyler zostawił mnie przed
wejściem, a mi do głowy przyszło tylko jedno.
- Jordan? – powiedziałem zaraz po tym jak wybrałem jego
numer w komórce.
- Hm?
- Gdzie jesteś? – spytałem ledwo artykułując
- Spiłeś się? – usłyszałem gromki śmiech – Mój braciszek
jest pijany i nie może sam dojść do domu? Najlepszy dzień mojego życia!
Zanim Jordan w magiczny sposób pojawił się na miejscu zdążył
mnie cztery razy wyśmiać. Nie rozłączył się ani na moment.
Powitał mnie salwą śmiechu, po czym zaprowadził mnie do
auta. Dałem mu nawet poprowadzić… Pomimo tego, że nie powinienem. Gamoń nie stuknął
mi wozu i nawet odholował mnie do pokoju. Rodzice nic nie usłyszeli.
- Wisisz mi przysługę. – mruknął na koniec.
- Bo ja na enwo zi cossz taaak, ne once. – wydukałem i
zasnąłem w ciuchach przeciekających smrodem alkoholu.
To, że następny dzień będzie moją osobistą porażką było więcej
niż pewne. Dzięki Tyler, tak bardzo chciałem cię dzisiaj spotkać.