niedziela, 18 stycznia 2015

Od Aidena – Nazywał się Smith

Punktualnie pojawiłem się na pierwszym wykładzie. Historia filmu. Uwielbiałem siedzieć i robić notatki. Faceta od tych wykładów bardzo dobrze się słuchało. Nazywał się Smith, mało popularnie, ale się chociaż dało zapamiętać. Miałem z nim dobry kontakt, cenił mnie za moje przykładanie się do pracy. Zawsze powtarzał, że kiedyś zostanę kimś wielkim. Tego bym chciał…
Obok mnie usiadł James. Nie przyjaciel, nie kolega; znajomy. Nie odzywaliśmy się do siebie często, był ode mnie młodszy. Mimo beznadziejnych kontaktów, bardzo często brał ode mnie notatki, choć nie zawsze mu na to pozwalałem, w takich momentach próbował mnie przekupić albo zastraszyć – nic z tego. Potrafię się trzymać swojego zdania. Jak się obijasz na wykładach, to nie licz potem na dobre oceny.
Kiedy wszedł Smith, na Sali zapanowała cisza. Nikt nie śmiał się odezwać, a wszystkie oczy zapatrzone były w niego. Zawsze przedłużał ten moment, tylko po to by sprawdzić obecność wzrokowo. Jego wykładów nie wolno było opuszczać.
Zaczął. Nawet się nie zorientowałem, kiedy skończył. Robiłem notatki jak zahipnotyzowany, miałem zapisane wszystko – James nic. Można było się tego spodziewać. Spakowałem torbę i wstałem. Podszedłem do biurka profesora Smith’a i spytałem go o parę rzeczy. Nim się obejrzałem zostaliśmy sami, a połowa mojego okienka zniknęła.
- A co pan sądzi o ostatnim filmie Jerry’ego Clarka?
- Masz na myśli „Koło”?
- Tak. Dokładnie.
- Nie przypadł mi do gustu.
- Naprawdę? Mnie się bardzo spodobał. Uważam, że oddanie dzisiejszego świata jako błędnego, powtarzającego się w kółko, systemu, wyszło Clarkowi świetnie.
- Zamysł jest tak łatwo przeczytać, że to aż denerwujące.
- Czyli należy pan do tej większości, która nie zauważyła sedna. Główny bohater miał przedstawiać ten mechanizm. Wszyscy wokół niego to byli statyści. Jego sny oddawały jego pomysły, a to, że nie wcielał ich w życie tylko dodawało wszystkiemu autentyczności. Przebiegłość wzięła górę nad lenistwem, dlatego zabił tego faceta, Petera.
- Jeśli tak to ujmujesz… Chyba będę musiał obejrzeć ten film znowu.
- Powinien pan.
Czułem, że rozmawiam z nim jak równy z równym, nigdy nie przerywał mi wypowiedzi w środku i z uwagą łapał moje słowa. Zawsze wiedział co mam na myśli. Ceniłem to. Nigdy nie spotkałem takiego zrozumienia w domu. O wiele lepiej rozmawiało mi się ze Smith’em.
- A oglądałeś „Szczęście pechowca”?
- Jeszcze nie, miałem się zabrać za to dzisiaj. – powiedziałem szczerze
- To porozmawiamy o tym jutro, a teraz spadaj, bo się spóźnisz na kolejne zajęcia.
- Jasne.
Z uśmiechem na ustach wyszedłem z sali Smith’a i ruszyłem w stronę innej. Wszedłem do środka, choć miałem jeszcze dobre dwadzieścia minut wolnego. Mimo wszystko usadowiłem się na swoim miejscu i wyjąłem notatnik. Wykłady z samej w sobie reżyserii były również ciekawe. Nie zdarzyło mi się żadnego ominąć, pomimo tego, że babka, która je prowadziła nie wymagała pełnej obecności.
W głowie powtórzyłem materiał z poprzedniego wykładu, po czym zacząłem obserwować ludzi wchodzących na salę. Minęło dziesięć minut, dwadzieścia, pół godziny… A babki dalej nie było. Wreszcie ktoś wpadł do sali i grzecznie oznajmił, że dzisiaj jej nie będzie.
Wyszedłem z uczelni, trochę zdenerwowany i skierowałem się w stronę małej kawiarni. Usiadłem pod oknem i zamówiłem kawę. Spojrzałem na ulicę. Była szara i nudna, ludzie spieszyli się by zdążyć w jakieś durne miejsca… Zero wartościowych celów.

Po chwili wyjąłem tablet z torby i podłączyłem się do pierwszego lepszego, wolnego wifi. Do ostatnich zajęć miałem jeszcze trzy godziny, a kontemplowanie sensu ludzi za oknem przerabiałem już tydzień temu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz