Punktualnie pojawiłem się na pierwszym wykładzie. Historia
filmu. Uwielbiałem siedzieć i robić notatki. Faceta od tych wykładów bardzo
dobrze się słuchało. Nazywał się Smith, mało popularnie, ale się chociaż dało
zapamiętać. Miałem z nim dobry kontakt, cenił mnie za moje przykładanie się do
pracy. Zawsze powtarzał, że kiedyś zostanę kimś wielkim. Tego bym chciał…
Obok mnie usiadł James. Nie przyjaciel, nie kolega; znajomy.
Nie odzywaliśmy się do siebie często, był ode mnie młodszy. Mimo beznadziejnych
kontaktów, bardzo często brał ode mnie notatki, choć nie zawsze mu na to
pozwalałem, w takich momentach próbował mnie przekupić albo zastraszyć – nic z
tego. Potrafię się trzymać swojego zdania. Jak się obijasz na wykładach, to nie
licz potem na dobre oceny.
Kiedy wszedł Smith, na Sali zapanowała cisza. Nikt nie śmiał
się odezwać, a wszystkie oczy zapatrzone były w niego. Zawsze przedłużał ten
moment, tylko po to by sprawdzić obecność wzrokowo. Jego wykładów nie wolno
było opuszczać.
Zaczął. Nawet się nie zorientowałem, kiedy skończył. Robiłem
notatki jak zahipnotyzowany, miałem zapisane wszystko – James nic. Można było
się tego spodziewać. Spakowałem torbę i wstałem. Podszedłem do biurka profesora
Smith’a i spytałem go o parę rzeczy. Nim się obejrzałem zostaliśmy sami, a
połowa mojego okienka zniknęła.
- A co pan sądzi o ostatnim filmie Jerry’ego Clarka?
- Masz na myśli „Koło”?
- Tak. Dokładnie.
- Nie przypadł mi do gustu.
- Naprawdę? Mnie się bardzo spodobał. Uważam, że oddanie
dzisiejszego świata jako błędnego, powtarzającego się w kółko, systemu, wyszło
Clarkowi świetnie.
- Zamysł jest tak łatwo przeczytać, że to aż denerwujące.
- Czyli należy pan do tej większości, która nie zauważyła
sedna. Główny bohater miał przedstawiać ten mechanizm. Wszyscy wokół niego to
byli statyści. Jego sny oddawały jego pomysły, a to, że nie wcielał ich w życie
tylko dodawało wszystkiemu autentyczności. Przebiegłość wzięła górę nad lenistwem,
dlatego zabił tego faceta, Petera.
- Jeśli tak to ujmujesz… Chyba będę musiał obejrzeć ten film
znowu.
- Powinien pan.
Czułem, że rozmawiam z nim jak równy z równym, nigdy nie
przerywał mi wypowiedzi w środku i z uwagą łapał moje słowa. Zawsze wiedział co
mam na myśli. Ceniłem to. Nigdy nie spotkałem takiego zrozumienia w domu. O
wiele lepiej rozmawiało mi się ze Smith’em.
- A oglądałeś „Szczęście pechowca”?
- Jeszcze nie, miałem się zabrać za to dzisiaj. –
powiedziałem szczerze
- To porozmawiamy o tym jutro, a teraz spadaj, bo się
spóźnisz na kolejne zajęcia.
- Jasne.
Z uśmiechem na ustach wyszedłem z sali Smith’a i ruszyłem w
stronę innej. Wszedłem do środka, choć miałem jeszcze dobre dwadzieścia minut
wolnego. Mimo wszystko usadowiłem się na swoim miejscu i wyjąłem notatnik.
Wykłady z samej w sobie reżyserii były również ciekawe. Nie zdarzyło mi się
żadnego ominąć, pomimo tego, że babka, która je prowadziła nie wymagała pełnej
obecności.
W głowie powtórzyłem materiał z poprzedniego wykładu, po
czym zacząłem obserwować ludzi wchodzących na salę. Minęło dziesięć minut,
dwadzieścia, pół godziny… A babki dalej nie było. Wreszcie ktoś wpadł do sali i
grzecznie oznajmił, że dzisiaj jej nie będzie.
Wyszedłem z uczelni, trochę zdenerwowany i skierowałem się w
stronę małej kawiarni. Usiadłem pod oknem i zamówiłem kawę. Spojrzałem na
ulicę. Była szara i nudna, ludzie spieszyli się by zdążyć w jakieś durne
miejsca… Zero wartościowych celów.
Po chwili wyjąłem tablet z torby i podłączyłem się do
pierwszego lepszego, wolnego wifi. Do ostatnich zajęć miałem jeszcze trzy
godziny, a kontemplowanie sensu ludzi za oknem przerabiałem już tydzień temu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz